Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Polub Instytut Kultury

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

„Tam, w moim kącie ziemi, kwitną teraz kwiaty…*” – kultura podhalańska moim dziedzictwem

Pojęcie dziedzictwa nie ma jednoznacznej definicji i dla każdego może przejawiać się w nieco inny sposób. Moim zdaniem jednym z najważniejszych wyznaczników dziedzictwa jest jego obecność w naszym codziennym, teraźniejszym życiu, chociaż zostało zapoczątkowane w przeszłości. Tak naprawdę, każdy posiada coś, co wyznacza jego tożsamość i jednocześnie odnosi się do jego historii. Dla jednych będzie to miejsce, z którego się wywodzą, które miało wpływ na ich dorastanie i do którego czują emocjonalną więź. Dla innych będzie to zwyczaj, który jest praktykowany w danej rodzinie od pokoleń lub krócej, ale stał się na tyle ważny, że jest integralną częścią czyjegoś życia. Dla jeszcze innych będą to ludzie, którzy wywarli wpływ na ich tożsamość i zapisali się w ich pamięci. I w końcu dziedzictwem może być przedmiot, nawet niepozorny i niekiedy niezrozumiały dla innych, ale który z pewnego powodu stanowi ważny element czyjegoś życia i samoświadomości.

Ze swojej strony mogłabym wymienić kilka, niekiedy nie połączonych ze sobą rzeczy, które składają się na moje dziedzictwo, pojmowanie świata i samej siebie. Jednak czymś, co od zawsze przewija się w moim życiu rodzinnym, zwyczajach, poglądach i zainteresowaniach jest kultura góralska.

Chociaż członkowie mojej rodziny wywodzą się z różnych regionów Południowej Polski, to jednak właśnie region Podhala i jego kultura były najbardziej obecne w moim życiu i nadal mi towarzyszą, pomimo zmiany miejsca zamieszkania. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest na pewno to, że najmłodsze lata (do 10-tego roku życia) spędziłam we wsi Biały Dunajec, oddalonej o około 10 km od Zakopanego. Rodzina mojego taty zamieszkiwała te tereny od niepamiętnych czasów i pomimo tego, że nie wszyscy żywo kultywowali każdy aspekt kultury podhalańskiej, to jednak jej obecność była bardzo odczuwalna w czasie mojego dorastania i miała ogromny wpływ na moje dalsze życie.

Zacznę od bardziej przyziemnej rzeczy, jaką jest nazewnictwo. Wychowałam się w domu, w którym nie było sypialni, salonu czy kuchni. Była za to sień, w której spędzało się większość czasu, przyjmowało gości, a w dalszej części - gotowało posiłki; była czarna izba, w której toczyło się codzienne życie; oraz najbardziej reprezentatywna - biała izba (sypialnia babci – głowy domu), do której wstęp był bardzo ograniczony, gdzie trzymano najcenniejsze rzeczy, obrazy świętych, a pod „powałą” znajdował się ozdobny sosrąb z datą budowy domu.

Nie będę oczywiście wspominać o wszystkich różnicach w nazewnictwie występujących w gwarze, natomiast ona sama jest czymś, co łączy społeczność i chociaż nie posługuję się nią na co dzień, to w rozmowach z rodziną i znajomymi z terenów Podhala instynktownie zaczynam mówić „po góralsku”, ponieważ wydaje mi się to bardziej naturalne i autentyczne, a także wiem, że jest lepiej widziane wśród rodowitych Podhalan.

Każdy członek rodziny miał przynajmniej jeden komplet stroju góralskiego, który był zakładany na ważne okazje, takie jak ślub, komunia, chrzest czy pogrzeb. Dodatkowo, wraz z kuzynostwem, należeliśmy do zespołu folklorystycznego, więc ubranie góralskie było potrzebne znacznie częściej na różne występy, koncerty, uroczystości gminne i kościelne. Dzisiaj, chociaż nie mam już zbyt dużo okazji, aby założyć tradycyjny strój regionalny, to on zawsze na mnie czeka w moim rodzinnym domu i stanowi dla mnie bardzo dużą wartość, nie tylko materialną, ale też sentymentalną.  

Innym aspektem, w jaki moje życie jest związane z kulturą góralską jest rzadko dzisiaj spotykane malarstwo na szkle. Od najmłodszych lat uczęszczałam na zajęcia plastyczne skupiające się właśnie na tej metodzie, która jest nierozerwalnie połączona z historią Podhala.

Już kilkaset lat temu wędrowni malarze wykorzystywali kawałki szkła z odzysku, aby tworzyć na nich malunki świętych i scen z Pisma Świętego. Wybór tego tworzywa to nie przypadek - było ono bardzo tanie, a niekiedy nawet darmowe, jeżeli przy tworzeniu go powstały niedoskonałości. To także nadawało obrazom wyjątkowości - każdy kawałek szkła był inny i niepowtarzalny, a w kontakcie ze światłem wywoływał bardzo oryginalny efekt.

Niestety na skutek nawoływań do pozbywania się “tych szkaradnych bohomazów”, których treść nie odpowiadała ówczesnemu, XIX-wiecznemu kanonowi, tylko nieliczne malunki przetrwały do dnia dzisiejszego. A z czegoś co było powszechne, powstały absolutnie unikatowe eksponaty.

Dzisiaj wiele Domów Kultury i innych ośrodków kulturowych prowadzi i promuje zajęcia z malarstwa na szkle, organizując liczne konkursy, wystawy i aukcje. Miejscem, z którym byłam szczególnie związana było Tatrzańskie Centrum Kultury i Sportu „Jutrzenka” w Zakopanem, gdzie spędzałam bardzo dużo wolnego czasu jako dziecko i gdzie tworzyłam własne obrazy na szkle.

W omawianiu swojego dziedzictwa związanego z górami nie mogę nie wspomnieć o samych Tatrach. Zakopane i okoliczne miejscowości mogą być dla jednych magiczne, dla innych przereklamowane i sztuczne, natomiast raczej nikt, kto odwiedzi Tatry nie będzie narzekał na brak pięknej przyrody i majestatyczności samych gór, gdzie można odnaleźć spokój i na chwilę znaleźć się w innym świecie. Tak samo ja i moja rodzina od zawsze spędzaliśmy wolny czas aktywnie na górskich wędrówkach, co sprawiło, że już od najmłodszych lat byłam w nich zakochana, a dzisiaj wyjazdy w ten region są dla mnie wystarczającą odskocznią od codziennego życia.

Z Tatrami związana jest także tradycja, którą kultywuje się w naszej rodzinie, kiedy tylko jest taka możliwość, ale która była zapoczątkowana stosukowo niedawno, bo w czasach młodości mojego taty, około 30 lat wcześniej. Co roku, po Wigilii, ubieramy się w ciepłe kombinezony i ruszamy na Pasterkę. Nie jest to jednak „zwykła” Msza o północy w najbliższym kościele, bo żeby się tam dostać należy maszerować godzinę ciemnym lasem na górę Wiktorówki w Tatrach Wysokich, gdzie znajduje się piękne, drewniane Sanktuarium Maryjne i gdzie o północy gromadzą się setki miejscowych i turystów, aby uczestniczyć w Pasterce prowadzonej przez Dominikanów. Towarzyszy temu niezapomniany klimat, poczucie ciepła, radości i niezwykłości, a dodatkowym miłym elementem jest gorąca herbata, która czeka na każdego w kuchni zakonników.

Pochodząc z Podhala i będąc wychowaną w tradycji góralskiej nie mogę nie zwracać uwagi na problemy i zagrożenia dla dziedzictwa, jakie niosą ze sobą globalizacja oraz bardzo intensywny rozwój turystyki na tym terenie. Tym właśnie tematem zajęłam się pośrednio w swojej pracy licencjackiej „Wpływ turystyki na kulturę Podhala – najstarsza monografia etnograficzna Podhala w współczesność”, gdzie porównywałam sytuację kultury z początku XIX wieku, opisaną w pracy Ludwika Kamińskiego, a rzeczywistością XXI wieku.

Dziedzictwo to jest eksploatowane na ogromną skalę przede wszystkim w komercyjnych celach, co wpływa na autentyczność przekazu i na często negatywny odbiór zaprezentowanego dziedzictwa przez odwiedzających. Oczywiście niemożliwe jest zatrzymanie czasu i ograniczenie rozwoju, aby zachować kulturę ludową danego regionu, jednak ważne jest to, aby tradycja nie została zakłamana i była reprezentowana w odpowiedni sposób. Tradycja może, a nawet powinna podlegać zmianą w odpowiedzi na nowe wyzwania i potrzeby. Tak samo dziedzictwo nie może przetrwać bez odpowiedniego zadbania o nie, rozwoju i nadania mu funkcji odpowiadającej dzisiejszym czasom.

Uważam, że dziedzictwo każdego człowieka jest tak samo ważne, ponieważ stanowi pewnego rodzaju fundament rozwoju. Nazywamy coś dziedzictwem, ponieważ to „coś” jest dla nas wyjątkowo istotne i pragniemy je zachować dla dalszych pokoleń. W związku z tym musimy o nie dbać, pielęgnować pamięć o nim i kultywować jego przekaz, aby nowe generacje również mogły z niego czerpać – nie ważne czy będzie to cała kultura danego regionu, czy niewielka pamiątka po bliskich, która jednak nosi w sobie historię i pamięć.

Autor anonimowy 2021 r.

[*] K. Przerwa-Tetmajer, „W Tatrach”.