Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Polub Instytut Kultury

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

"Ramię pręż, słabość krusz"

Jestem jedynaczką. Im młodsza, tym bardziej nieśmiała i cicha, zatem Mama za cel obrała sobie znaleźć mi koleżanki. Mniej więcej w okolicach pierwszej klasy, pod pretekstem "wyjścia do sklepu", zaciągnęła mnie na pierwszą lekcję tańca, w mojej małej miejscowości, tak zwany "balet". W rzeczywistości była to gimnastyka taneczno-artystyczna. Jakaż byłam zła na nią! Ja mam tańczyć? I to w grupie? Jednak po kilku zajęciach musiało mi się spodobać (nie pamiętam, co zaważyło na mojej decyzji), skoro zostałam na lata. Uczyłam się jak robić gwiazdy, przewroty, stać na głowie, na rękach, a z tego stania przechodzić w mostek i znów wstać – tylko, że na nogi. A wszystko w takt radosnej muzyki.

W drugiej klasie odbyłam z moją ówczesną przyjaciółką poważną rozmowę na temat zajęć pozaszkolnych i tego, jak nam brakuje na nich tej drugiej. Zakończyłyśmy ją zakładem:

Dobrze, w takim razie, jeśli ty zapiszesz się na balet, ja zapiszę się do zuchów – tak mogły brzmieć moje słowa. Jej oczywiście:

A jeśli ty zapiszesz się do zuchów, to ja na balet!

Nie mogłyśmy zerwać naszego układu, w końcu byłyśmy przyjaciółkami.

I to tu zaczyna się moja retrospektywna opowieść. O czymś, co mnie ukształtowało, ale równocześnie coś, co ja po sobie zostawiłam. Wierzę w to głęboko.

Mundur, chusta, pas zuchowy

beret zdobi głowę,

a na piersi pięknie błyszczy

Znaczek kolorowy!

„Hymn Zuchowy", słowa i muzyka: Andrzej Starzec, 1976 r

Mam 10 lat, jestem na mojej pierwszej letniej kolonii zuchowej, pomiędzy zabawami z rówieśnikami, płaczę za Mamą i Tatą. Nie zdarza się jednak to często, bo program mamy wypełniony po brzegi – od apelu w szyku o poranku, przez gry terenowe, kąpielisko, a wieczorami kominki i śpiewogrania. Codziennie rano przychodzi druh Maciek i budzi nas grą na gitarze, najczęściej śpiewa "Ocean". Pewnej nocy budzi mnie druhna Kasia i mówi, żebym ubrała się w mundurek i wyszła przed domek. Tam na mnie czeka, a gdy dołączam, tłumaczy, żebym szła za światłami rozpalonych świec. Strasznie się boję, ale idę, bo przecież zuch jest dzielny! Na każdym punkcie mam powiedzieć druhnie jedno z siedmiopunktowego Prawa Zucha i wyjaśnić, co to dla mnie znaczy. Na końcu przyznano mi moją pierwszą odznakę – Znaczek Zucha, jestem taka dumna!

Mam 11 lat i to już drugi wyjazd, więc aż tak bardzo nie płaczę za rodzicami. Jesteśmy w Rytrze, ale nasz dom, w którym mieszkamy zamienił się w Dolinę Muminków (wcześniej byliśmy w kosmosie, u Małego Księcia). Moja druhna Kasia, to na wyjeździe Migotka, a druhna Gosia jest Małą Mi. Chłopcami dowodzą druhowie, którzy wcielają się w Muminka i Migotka, a komendant całej kolonii jest Włóczykijem. Wszystkie miejsca mają swoją nazwę, zgodnie z fabułą książek i bajek. W naszym pokoju jest misterna dekoracja, jej wykonaniem kierowałam ja. Lubię prace plastyczne. Zdecydowałam, że będziemy mieć na ścianach różne figury geometryczne, a w drzwiach zrobimy zasłonkę z różnokolorowych bibuł. Jestem jedną z najstarszych na kolonii zuchenek, powinnam zdobywać już trzecią gwiazdkę (ale to dopiero mój drugi wyjazd), stopień zucha opiekuńczego, dlatego druhny bardzo na mnie liczą w tej kwestii. Na jednym z kominków, czyli takich wieczornych spotkaniach, Magda, najmłodsza ze wszystkich, zasypia na moich kolanach. Do końca staram się nie ruszać, żeby jej nie zbudzić. Magda to ważna osoba w tej opowieści. Do dziś wspominamy jak jej włosy wkręciły się tamtego wieczoru w guziki mojego mundurku.

Rozbijemy mały obóz,

Bramę zbudujemy z serc

A z tych dusz, co tak gorące

Zbudujemy sobie piec

„Mały obóz", piosenka harcerska

Mam 13 lat i jestem harcerką! Już nie jakimś zuchem bez żadnych praw. Same chodzimy do lasu, urządzamy gry terenowe, a druhna zastępowa opowiada nam o otaczających nas drzewach. Uczymy się też zasad pierwszej pomocy. Za namową reszty zastępu, zdecydowałam, że pojadę na obóz. Starsze harcerki powtarzały ze śmiechem: jak sobie zbudujesz, tak się wyśpisz. Brałam to za żart, przecież nie może być aż tak ciężko.

Jest prawdopodobnie piąty lipca, stoję przy ogromnym, ciężkim plecaku, zdaje mi się, że w środku lasu. Czekamy na kadrę, a ja z zaciekawieniem rozglądam się po okolicy. Postawionych namiotów jest około 10 (coś tu nie gra, nie zmieścimy się w nich wszyscy), jest też jadalnia i chyba kuchnia, na piecu z cegły widzę ogromne garnki, w których miesza kobieta w fartuszku. Komary gryzą uparcie. Te komary dokładnie zapamiętam, bo jeszcze bardziej dokuczliwe się stają, gdy niosę z koleżankami ciężki namiot i cały osprzęt na miejsce podoobozu naszej drużyny. Rozbijamy 4 namioty "dyszki" w kole, żeby stworzyć sobie miesięczny dom. Później przynosimy narzędzia (młotki, siekiery, piły itp.), drewno i zaczynamy budowę. Na pierwszy rzut idą prycze – łóżka. Już wiem, że te moje koleżanki wcale nie kłamały. Dni obozowe szybko mijają nam na zajęciach, grach, a także służbach – wartowniczych przy bramie do całego obozu lub kuchennych. Chyba wtedy pierwszy raz w życiu obierałam ziemniaki. Nadal boję się ciemności, dlatego nocą wartuję z koleżanką, Basią. Nasłuchujemy i wpatrujemy się w ciemność, sprawdzając czy chłopcy nie idą zrobić jakichś psikusów albo co gorsza nie zakrada się ktoś obcy!

Przez zamiecie i burze

Przejdziesz w szarym mundurze

Tylko stopień się zmieni i sznur

„Przez zamiecie i burze", piosenka harcerska

Mam 15 lat i zostałam zastępową! A żeby tak się stało musiałam przejść odpowiedni kurs, uczestniczyć w zbiórkach i w biwaku, wykonać zadania i napisać plan pracy na cały rok. Teraz, spod lewego ramienia noszę przy mundurze brązowy sznur, co sobotę przygotowuję zbiórkę dla młodszych harcerek, organizuję im sobotni czas, tak, jak kiedyś ktoś czynił to dla mnie. Rok później zostaję przyboczną mojej drużyny, drużynowa sznur zamienia mi na zielony. Zarzekam się, że nigdy nie przyjmę na siebie takiej odpowiedzialności jak prowadzenie całej drużyny. Lubię być na drugim planie i pomagać, mam swoje zadania i wykonuję je. Bardziej lub mniej sumiennie, ale staram się. Poza tym teraz sznur pasuje do chusty, jakie nosimy w naszym szczepie, a nie chcę jakiegoś takiego granatowego. Najbardziej lubię zbierać składki, zrobiłam sobie do tego specjalny zeszyt, opracowałam tabelę, wpisałam nazwiska naszych harcerek i zapisuję każdą wpłatę. Druhny notorycznie o tym zapominają, a żeby odebrać zgodę na wyjazd na obóz, musimy mieć opłacony cały rok. Poza tym prowadzę krótkie zabawy na zbiórkach lub przynoszę coś potrzebnego.

 

Ramię pręż, słabość krusz

i nie zawiedź w potrzebie

podaj swą pomocną dłoń

tym co liczą na ciebie

„Ramię pręż", piosenka harcerska

Mam niecałe 18 lat, jest 11. września 2010 roku. Jednak dostaję ten granatowy sznur. Oczywiście teraz jestem z tego dumna. Jeszcze nie wiem ile pracy będzie mnie to kosztować, szczególnie w pierwszym roku pełnienia tej funkcji. Przygotowania do matury idą pełną parą. A przynajmniej powinny. Mama jest trochę na mnie zła, że podjęłam taką decyzję w takim czasie. Ja tłumaczę, że nie mogłam zawieść Ewy, mojej poprzedniczki. Pod koniec kwietnia okazuje się, że nie mogę jechać jako komendantka na obóz z moją drużyną, ponieważ nie mam odpowiedniego stopnia. Z pomocą przychodzi grono osób ze szczepu, którym jestem wdzięczna do dziś. Organizują wszystko tak, abyśmy mogły pojechać. Ten obóz jest chyba najlepszy, jeśli chodzi o program. Fabuła mocno osadzona w historii Szarych Szeregów jest stosunkowo łatwa do zrealizowania. Odbijanie "więźniów" i sztuka kreatywnego maskowania, praca w Pogotowiu Harcerek i doskonalenie umiejętności pierwszej pomocy, nocne podchody z zaszyfrowanymi wiadomościami. Pomaga mi Kaja, rok później zostaje zuchmistrzynią i drużynową gromady, do której sama kiedyś należałam.

Ja od września mam dwie nowe, świetne przyboczne – Ewę i Oliwię. Za rok jeszcze jedną – Magdę, tę od wkręconych włosów, wnosi optymizm, wiarę i radość z prostych rzeczy. Z nimi odbijamy się od dna i staramy się być lepsze, działać sprawniej, wprowadzamy nowe elementy do życia naszej drużyny. Jedziemy na pierwszy biwak drużyny od lat, jest nas na wyjeździe aż 22, reaktywujemy zimowiska. Widzę, jak moje harcerki rozwijają się, zmieniają, zawiązują przyjaźnie i to jest najpiękniejsza zapłata za trud. Tworzymy mocną podstawę i zdobywamy wyższe miano w kategoryzacji drużyn na koniec roku. Jesteśmy już Drużyną Srebrnej Koniczynki, nie zielonej!

Mam 21 lata, myślę o przyszłości drużyny i gromady. Jestem już trochę zmęczona, moje pokłady kreatywności są na wyczerpaniu, a widzę jak przyboczne coraz więcej rozumieją, potrafią i stają się samodzielne. Zgłaszam Ewę i Magdę na wakacyjne kursy metodyczne, pierwszą dla przyszłych zuchmistrzyń, drugą na metodykę harcerek. Obydwie otrzymują patenty i są prawie gotowe do przejęcia drużyn.

Tak się złożyło, że obydwie z Kają, bez wiedzy tej drugiej, zaplanowałyśmy przekazanie drużyny i gromady na pierwszego marca. Ja miałam 22 lata, ona 21. Wtedy oddałam Magdzie moją ukochaną drużynę, pielęgnowaną przez 3 lata i niecałe 6 miesięcy, powód dumy, radości, nieraz płaczu, nerwów, nieprzespanych nocy, źródło inspiracji i motywacji do rozwoju, miejsce spotkań, rozmów i działania.

Mam 23 lata i obserwuję z innej funkcji, jak świetnie radzą sobie dziewczyny, moje niegdysiejsze podopieczne. To, czego nauczyłam się jako mała zuchenka, później harcerka i instruktorka, przekazałam dalej. Myślę, że w tym tkwi piękno i istota organizacji skautowych i harcerskich, które są obecne już od przeszło stu lat. Działam nieprzerwanie od 13 lat i wciąż odnajduję w tym radość, wciąż mogę się uczyć od bardziej doświadczonych i przekazywać wiedzę tym mniej wprawionym koleżankom i kolegom. Jednak czasami bywają takie momenty, że zamykam oczy i widzę moją drużynę sprzed kilku lat, przy ognisku.

Siadłyśmy razem przy nim blisko,

bo w całej Polsce siedzą tak

„Już rozpaliło się ognisko", obrzędowa piosenka harcerska

Anonim 2016 r. 

Data opublikowania: 17.02.2016
Osoba publikująca: Agnieszka Pudełko