Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Polub Instytut Kultury

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

„o wszystkim pamiętać i wszystko zapomnieć..."

Dziedzictwo jako zjawisko, w którego tworzeniu mogłam brać udział towarzyszyło mi intensywniej w czasach nauki szkolnej – od podstawówki po liceum. Właśnie w tamtych latach należałam do zespołu prezentującego tańce z regionu szamotulskiego, grałam w zespole mandolinistów, który od kilku lat nie ma kontynuacji, reprezentowałam liceum w poczcie sztandarowym podczas obchodów rocznicy Powstania Wielkopolskiego. Nadzorowana droga skończyła się wraz z pójściem na studia, podczas których skupiona na innych zagadnieniach, nie rozmyślałam o kondycji dziedzictwa, szczególnie tego, na które miałam albo mogłam mieć wpływ. Przeprowadzka kilkaset kilometrów od domu jeszcze bardziej odseparowała mnie od podtrzymywania tradycji lokalnych. W Krakowie poznałam osoby, które są zaangażowane w podtrzymywanie i rozwój ich lokalnych kultur. Byłam pod wrażeniem tego jak prężnie działają. O działaniach w mojej miejscowości mogłam opowiadać im jedynie w czasie przeszłym. Zaczęłam zastanawiać się, co wobec tego z moim dziedzictwem? Czy jeszcze je posiadam? Odpowiedź znalazłam wśród moich zainteresowań, inspiracji. Ma ona formę dziedzictwa w dziedzictwie.
 
Twórczość Tadeusza Kantora była mi najbardziej znana w obszarze malarstwa i asamblażu. Świat tego krakowskiego artysty otworzył się przede mną w czasie przygotowań do pisania pracy magisterskiej. Weszłam nieśmiało. W każdy spektakl z osobna. Każdy poprzedzony lekturami tekstów Kantora, wywiadów, opisów... Znalazłam się w czarno-białej (to za sprawą zdjęć i nagrań) krainie. W innej rzeczywistości, może nieco obcej, z pewnością bliższej współpracownikom Kantora, aktorom, rodzinie niż odbiorcom sztuki, bazując na relacjach twórca – odbiorca. Wypełniają ją zagadnienia śmierci, tęsknoty, nawiązania do czasów wojny, do dzieciństwa. Obok tego obecne są wyznania tęsknoty za rodzinnym domem, za ojcem, który został zamordowany w Auschwitz-Birkenau i którego Tadeusz Kantor nie poznał. Tęsknota za krajobrazami, rodzinnym Wielopolem Skrzyńskim, za zapachami, dźwiękami.
 
Spektakle teatralne i działania artystyczne sprowadzały się do tego, by utrwalić w pamięci wspomniany rodzinny dom i szczególnie ważny pokój dzieciństwa, by zatrzymać wspomnienia, pozwolić im istnieć. Bo chociaż sztuka „Wielopole, Wielopole" traktuje o osobistych przeżyciach reżysera z jego dzieciństwa to obecne jest w niej nakaz pamiętania, utrzymywania tak odległych z perspektywy czasu wspomnień żywymi. Podtrzymywania ich w taki sposób, by stały się integralnym elementem naszej kultury. Ludzka pamięć była szalenie ważna. W tekstach autonomicznych w 1976 r. Kantor mówił o niej w kategorii sztuki, stworzył pojęcia „strychów świadomości" i „składów pamięci".
 
Tytuł tego tekstu to również słowa Kantora. Są jednym z wielu cytatów-elementów składowych wystawy „Izba przyjęć rzeczy biednych Re_KOLEKCJE z Kantora" prezentowanej w krakowskim Muzeum Etnograficznym. Odnosi się ona do wielkości rzeczy biednych, którą szczególnie podkreślał artysta. Przedmiotów niepotrzebnych, wyrzuconych, przeniesionych z rzeczywistości realnej do świata sztuki. Ze śmietnika na scenę.  Powrócę jeszcze do „Wielopola..." Kantor wykorzystał w nim sposób pamiętania przez dzieci i tą drogą pokazał przedmioty o różnej ilości znaczeń – od prozaiczności codziennego użytku do symbolizmu. Skontrastował też pamięć dziecka ze świadomością osoby dojrzałej.
 
Jako dziecko bardzo lubiłam zaglądać w zakamarki domu moich dziadków, kiedyś także mojego domu rodzinnego. Byłam jednak zbyt młoda by przywołać teraz w pamięci ten okres. Pamiętam różańce – pamiątki pierwszej komunii babci i dziadka. Były to niebieskie koraliki, które z łatwością rozrywałam, znak czasu odbił się na ich trwałości. Na szczęście z większym szacunkiem podchodziłam do zdjęć, których nie zwykłam niszczyć. Jakiś czas temu odkryłam je na nowo. Czarno-białe fotografie porozrzucane w kilku szufladach mebli z wysokim połyskiem. Zebrałam je wszystkie i zaczęłam przeglądać, a raczej zachwycać się. Pary młode były fotografowane nie tylko z rodziną, ale także z orkiestrą. Dzieci, które przyjmowały komunię świętą wysyłały zdjęcia z tego dnia jako pamiątkę do dalszej rodziny, uwieczniane były też pogrzeby. Duże wrażenie zrobił na mnie album z jednego z pogrzebów, który składa się z kilku przedziurawionych i związanych wstążką zdjęć. To namacalny dowód na zmianę zwyczajów, modyfikację kultury. Spotkania, uroczystości, zabawy, bycie razem... Jednak najważniejsze fotografie przedstawiają wesele moich dziadków, odbywające się na podwórku ich pierwszego gospodarstwa. Szczęście i prawdziwe uczucie wyrażone na kawałku papieru o wymiarach 5 na 6 cm, ozdobionego ręcznie wycinanym wzorkiem na bokach. Jest jeszcze większy portret ślubny. Te zdjęcia mają ok. 60 lat. Liczba ta robi na mnie niesamowite wrażenie. Odzwierciedla wspólne, właściwie od początku do końca, życie dwóch osób. Coś tak trwałego, stającego się unikatowym w obecnych czasach.
 
Na tych grupowych rodzinnych fotografiach trudno było mi kogoś rozpoznać. Zaczęłam oglądać je po raz kolejny z dziadkami. Wiedzieli kogo przedstawiają albo z jakiej okazji zdjęcie zostało wykonane, ale nie w każdym przypadku. Dlatego postanowiłam, że będę podpisywać każdą zrobione przeze mnie fotografię. Trochę ich już miałam.
 
Swoją przygodę z aparatem rozpoczęłam przypadkowo. Pochodząca z 1955 r. niemieckiej produkcji Agfa leżała pośród torebek i dodatków w jednym z poznańskim second handów. Nie kupiłam jej od razu, nie byłam w stanie sprawdzić czy działa. Następnego dnia bałam się, że ktoś już ją nabył i moja szansa została zaprzepaszczona. Na szczęście leżała w tym samym miejscu, w którym ją zastałam. Cena za kilogram rzeczy nie była szczególnie wysoka, więc nabyłam sprzęt za kilka złotych. Spacery po salonach fotograficznych również poskutkowały, ponieważ w jednym z nich poznałam starszego pana, który podzielił się ze mną swoją wiedzą o aparatach tego typu. Dostałam też od niego brakującą kasetkę na kliszę. Nie ukrywam, że serdeczność i bezinteresowna pomoc z jego strony sprawiły mi dużą radość i zwiększyły wartość tego przedmiotu. Kolejne pozytywy to  instruowanie na temat obsługi aparatu dla osób chcących zrobić zdjęcie, poszukiwania historii o jego produkcji, pierwsza prześwietlona klisza, nauka na błędach, wyczucie sprzętu, rozmyślania nad tym co sfotografować, bo film to tylko 36 klatek. Poza tym wizyty w jednym z niewielu salonów fotograficznych, gdzie mogę wywołać zdjęcia i radość, kiedy odbieram te kwadratowe obrazki. Ich namacalność ma w sobie trochę magii. Uwielbiam dawać zdjęcia osobom, które uwieczniłam. W dobie fotografii cyfrowej jest to rzadka czynność, dlatego ma dla mnie duże znaczenie i sprawia ogromną przyjemność.
 
Od niedawna jestem posiadaczką innego analoga, tym razem radzieckiej produkcji. Tak, to Smena 8M, produkowana w okresie od roku 1970 do 1995. Jest to najpopularniejszy aparat małoobrazkowy, którego sprzedaż (wraz z poprzednim modelem Smena 8 wyniosła ok. 21 mln sztuk) przyczyniła się do wpisania go do Księgi rekordów Guinessa. Trudno określić ile lat ma mój egzemplarz. Działa i jest w dobrym stanie. Ekspozycja obrazu jest ustawiana w całości ręcznie, dlatego aparat jest idealny by rozwijać umiejętności i eksperymentować. Plusem jest możliwość wykorzystania podwójnej ekspozycji, czyli zrobienia dwóch zdjęć na jednej klatce kliszy. Dzięki tej opcji będę mogła przenosić ludzi w czasie i miejscach. Uproszczona wersja teleportacji. Na ten moment nie znam jeszcze wyników współpracy z aparatem. Deszczowe, szare dni nie sprzyjają spacerom i zatrzymywaniu momentów. Decyzje o zakupie tych aparatów podejmowałam spontanicznie. Świadomym zakupem chcę uczynić zdobycie lustrzanki dwuobiektywowej polskiej produkcji o nazwie Start. Właśnie jedną z nich mogły być wykonane fotografie ze ślubu moich dziadków. Aby być jednak pewną czeka mnie wędrówka w kierunku historii polskiego przemysłu fotograficznego, jeśli w ogóle moje założenie, że był to polski aparat jest prawdziwe.
 
Znaczenie fotografii dla archiwizacji wydarzeń i archiwizacji czasów jest bardzo istotne. Często nie zdajemy sobie sprawy z tej funkcji. Fotografia jest obok nas na co dzień, otacza nas tak intensywnie że staje się wręcz niezauważalna. Fotografia tradycyjna uczy cierpliwości, przypomina o tym, że powstawanie zdjęcia jest procesem, wzmacnia szacunek do obrazu. Pozwala także zwolnić, zatrzymać się w codziennym biegu. Żyjemy w erze selfie, wykonujemy mnóstwo zdjęć aparatami i telefonami. Na przestrzeni lat dostrzec można jak bardzo zmienił się aspekt kulturowy dla tej dziedziny, jak różne są fotografie pochodzące z lat 60./70., jakie są one teraz. Podczas praktyk w jednym z krakowskich muzeów miałam przyjemność zajmować się digitalizacją zdjęć. Każdego dnia brałam do ręki dokumentacje życia autora tych zdjęć. Dowody jego podróży, w ogóle dowody na jego istnienie. Zdjęcia mogą dużo powiedzieć o osobie, która stoi za aparatem, która naciska spust. Nieszczególnie zwracamy uwagę na detale. Nikt nie uwiecznia już remontów, budów czy po prostu budynków, ulic, jak było kilkanaście lat temu. Dzięki takim obrazom możemy dowiedzieć się jak jakie zmiany zaszły w krajobrazie, jak zmieniały się narzędzia pracy, moda, stroje. Śmierć jest obecna w mediach – wypadki, katastrofy, wojny, samobójstwa, jednak nikt nie trudni się wykonywaniem fotografii na pogrzebach, zachowujemy intymność tych momentów we własnej pamięci. Pamięć jest kluczowym elementem.
 
Wrócę do postaci Tadeusza Kantora, aby rozwinąć powyższe zagadnienie. Fotografia miała dla Kantora większe znaczenie niż filmy, była jego fascynacją. W jednej z rozmów z Krzysztofem Miklaszewskim mówił „Fotografia jest bowiem zatrzymaniem chwili, zabiciem jej i jednoczesnym unieśmiertelnieniem. Daje to czego nie potrafi zapewnić film. Uwiecznia stan, niemal go uświęca, zamraża, ale przez owo zamrożenie daje nadzieję. (...) Dlatego tak pilnie przypatrujemy się fotografii. Dlatego tyle czasu poświęcamy, oglądając ją wielokrotnie." [K. Miklaszewski „Tadeusz Kantor. Między śmietnikiem a wiecznością", Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2007]. Kantor odnosił się do fotografii również ze względu na pamięć o swoim ojcu. „Kliszą pamięci" nazwał zbiorową fotografię austriackich rekrutów, na której uwieczniony został Marian Kantor. Zdjęcie to stanowiło jedyną pamiątkę pozostałą po nim. Temat fotografii rekrutów podejmował też w swoich tekstach autonomicznych [T. Kantor „Wielopole, Wielopole", Wydawnictwo Literackie Kraków – Wrocław 1984] - „życie tego jedynego, jedynego momentu. Jakby przez cudowny, a równocześnie przerażający i śmiercionośny proces ZDJĘCIA zostali pozbawieni przeszłości i przyszłości, jakby im została odjęta ich przyszłość dla każdego inna i późniejsze życie pełne niespodzianek." Słowa te są idealnym opisem procesu fotografowania. Jest on utrwalaniem i odcięciem rzeczywistości, ale jednoczesnym przenoszeniem tych zatrzymanych momentów w przeszłość stając się jej dowodami. Co działo się później pozostaje zagadką aż do kolejnej fotografii, jakby do kolejnego etapu w życiu.
 
Podejście i sposób myślenia o fotografii jako o fenomenie utrwalania życia sprawił, że stała się moim dziedzictwem. Zdjęcia porozwieszane na ścianach przywołują wspomnienia, ale też dowodzą, że coś istnieje i jak to wygląda. Rzeczywistość zmienia się stosunkowo szybko. Dla mnie dzięki fotografii dane miejsce pozostaje takie samo na dłuższy czas. Chciałabym aby osoba, która będzie w posiadaniu moich zdjęć za jakiś czas miała tą świadomość i odnosiła się do nich z szacunkiem równym mojemu.
 
Autor: Natalia Świątek 2016 r.

1 /image/image_gallery?uuid=${fileEntry.getUuid()}&groupId=36523360 0 0 Natalia Świątek Reykjavik 2 $prev
2 /image/image_gallery?uuid=${fileEntry.getUuid()}&groupId=36523360 0 0 Natalia Świątek Hveragerdi 3 1
3 /image/image_gallery?uuid=${fileEntry.getUuid()}&groupId=36523360 0 0 Natalia Świątek Islandia 4 2
4 /image/image_gallery?uuid=${fileEntry.getUuid()}&groupId=36523360 0 0 Natalia Świątek Nojewo 5 3
5 /image/image_gallery?uuid=${fileEntry.getUuid()}&groupId=36523360 0 0 Natalia Świątek Pod małą sceną Woodstock 6 4
6 /image/image_gallery?uuid=${fileEntry.getUuid()}&groupId=36523360 0 0 Natalia Świątek Osiedle Złotego Wieku 7 5
7 /image/image_gallery?uuid=${fileEntry.getUuid()}&groupId=36523360 0 0 Natalia Świątek Reykjavik 8 6
8 /image/image_gallery?uuid=${fileEntry.getUuid()}&groupId=36523360 0 0 Natalia Świątek Szewska 9 7