Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Polub Instytut Kultury

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Jak to się robi na Śląsku Opolskim, czyli śląskie tradycje i zwyczaje ślubne

Ślązacy, do których się zaliczam, są bardzo rodzinni, dlatego też we właściwy sobie sposób świętują założenie rodziny, czyli zaślubiny. Mamy bardzo dużą liczbę tradycji weselnych. Wszystkie one tworzą moje dziedzictwo. W pracy tej przybliżę niektóre zwyczaje i tradycje praktykowane po dzień dzisiejszy na Śląsku Opolskim, z którego się wywodzę.

Bezpośrednie przygotowania do ślubu zaczynają się już ok. 4-2 tygodni przed uroczystością. Wtedy to Młoda Para odwiedza wszystkich gości weselnych, sąsiadów, bliskich i znajomych (nawet tych którzy na uroczystość zaślubin nie są zaproszeni) w domach, wręczając im elegancko zapakowany kołocz weselny. W praktyce wygląda to tak, że Młodzi (Para Młoda), na dzień lub dwa wynajmują całą piekarnię wraz z pracownikami tam zatrudnionymi i kupują składniki niezbędne do upieczenia kołocza. Piekarze wyrabiają ciasto, wkładają je do ogromnych, wielopoziomowych pieców i pieką (wskazówka dla nie-Ślązaków: wyznacznikiem dla jakości kołocza jest ilość „farszu" czyli sera czy maku; im cieńsze ciasto, a więcej sera/maku tym lepszy kołocz). Młodzi kroją upieczone już ciasto, przyozdabiają elegancko np. mertą, na wierz kładą obowiązkowy kartonik z wierszykiem np. takiej treści:

By nasi znajomi

w pamięci nas mieli

Młoda Para wraz z Rodzicami

od serca kołoczem się dzieli.

Następnie kołocz (przynajmniej dwa rodzaje) jest elegancko pakowany i, najlepiej jeszcze ciepły, rozwożony do bliskich (wskazówka dla nie-Ślązaków: jeżeli zostałeś obdarowany przez Młodych kołoczem weselnym, a nie zostałeś wcześniej zaproszony na ślub i wesele, to sam fakt otrzymania kołocza obliguje Cię do podarowania im prezentu weselnego; wskazówka dla Krakusów: nigdy nie nazywaj kołocza, a tym bardziej kołocza weselnego „plackiem", Ślązacy są gotowi się za to obrazić).

Prawdziwe śląskie wesela odbywają się w soboty i trwają dwa dni. Dlatego też, żeby zarezerwować dogodny termin w restauracji, w której ma odbyć się wesele Młodzi zmuszeni są planować swoje zaślubiny 3-4 lata w przód (tyle wynosi realny czas oczekiwania na wolny weekend w dobrej restauracji). Jeżeli ktoś bierze ślub w tygodniu, to z góry wiadomo, że Panna Młoda do ołtarza idzie „z brzuchem" (choć często go jeszcze nie widać) i wesele przygotowane jest naprędce. Dlatego, szczególnie w małych wioskach, utarło się, że śluby odbywające się w dzień powszechny są gorsze i jak to mówiła moja ołma „Brać ślub w tydniu to wstyd!".

Dwa dni przed weselem, tj. w czwartek wieczorem, w domu Panny Młodej odbywa się tzw. polterabend. Impreza ta często kosztuje więcej niż samo wesele. A to dlatego, że przychodzą na nią… wszyscy, ktokolwiek ma na to ochotę. Ale od początku. Polterabend to tradycja niemiecka, polega na tłuczeniu porcelany przed progiem domu z którego wywodzi się Panna Młoda, a wszystko to robi się za szczęście Młodej Pary, która osobiście musi posprzątać cały bałagan. Współcześnie, polter przybrał nieco bardziej ekstremalny charakter. Goście nie tylko tłuką porcelanę i szkło, ale rozwieszają też papier toaletowy na drzewach, sypią trociny… Na współczesnym poltrze nie może zabraknąć bali słomy, które roztrząsane są na podwórku. Osobiście widziałam jak na takiej imprezie roztrzaskany o kostkę brukową został stary telewizor. Czasami to bałaganienie przybiera absurdalne formy – rozerwanie starych kołder i rozsypanie pierza uznawane jest za lekką przesadę, ale zdarza się po dziś dzień. Wszyscy goście muszą być obowiązkowo przebrani. Polterabend to święto całej wioski. Coraz częściej na podwórku Panny Młodej ustawiany jest wielki biesiadny namiot i ławki, zamawia się catering (obowiązkowo pieczoną świnię) a na stołach stoi wódka weselna. Jest parkiet do tańczenia, podest na którym gra kapela, całe wydarzenie filmuje kamerzysta a na zdjęciach uwiecznia fotograf (ci sami którzy za dwa dni będą pracowali w czasie wesela). W mojej rodzinie odbyło się już kilka takich poltrów i ich organizatorzy zgodzili się, że jest to wydarzenie droższe od samego wesela, a już na pewno więcej wódki weselnej wypitej zostaje właśnie podczas polterabentu, niż w czasie wesela i poprawin razem wziętych. Taka impreza trwa do późnych godziny nocnych, więc Młodzi mają bardzo mało czasu żeby zdążyć wysprzątać wszystko do soboty…

W dniu ślubu z rana, wszyscy goście weselni przybywający na uroczystość, częstowani są śniadaniem w domu rodzinnym Panny Młodej. Msza ślubna odbywa się przeważnie o godz. 10.00 bądź 11.00. Po mszy wszyscy udają się na uroczysty obiad i zabawę weselną. Na Śląsku przyjęto, że obiad je się, gdy dzwony kościelne biją „na Anioł Pański", czyli punktualnie w południe, stąd taka wczesna pora zaślubin. Lecz zanim Młodzi pojawią się w kościele, Pan Młody musi wykupić swą wybrankę. Polega to na tym, że starosta weselny targuje się z przyszłym mężem o cenę kobiety. Zaczyna się od bardzo małych kwot, Pan Młody pozbywa się najpierw miedziaków, później oferuje coraz więcej i więcej, aż w końcu rzuca całymi zwitkami banknotów i wtedy udaje się dobić interesu. Ważnym elementem uroczystości jest też przypięcie wioneczki do marynarki Młodego Pana. Czyni to Pierwsza Drużka, czyli najważniejsza drużka z całej drużyny (o drużynie będę pisała później) przed udaniem się na mszę. Do kościoła z domu Panny Młodej wszyscy idą pieszo, prowadzeni koniecznie przez grajka grającego na akordeonie. Po drodze, Młodych można zastawić, czyli zablokować im przejście. Wtedy konieczna jest interwencja starosty, który przekupuje zastawiającego butelką wódki weselnej odblokowując w ten sposób drogę Młodej Parze.

Drużyna to nieodzowny element śląskiego wesela. Tworzą ją wszystkie panny i kawalerowie czyli niezamężni znajomi i członkowie rodziny Młodej Pary. Każda drużka ma swój bukiet a drużba wioneczek (wskazówka dla nie-Ślązaków: Młody Pan wioneczek przypięty ma po lewej stronie, drużbowie po prawej). Drużbowie nieustannie towarzyszą Młodej Parze. Tworzą szpaler przed wejściem do kościoła, biorą udział w konkursach weselnych, wychodzą z Młodymi na zdjęcia. O ile rozmieszczenie stołów w restauracji na to pozwala Młoda Para ma swój osobny stół przy którym siedzi ze swoją drużyną. Pary w drużynie są numerowane, i jak łatwo się domyślić, to pierwsza drużka i pierwszy drużba mają najwięcej obowiązków. Pierwszy drużba pilnuje, żeby na stołach nie zabrakło alkoholu, i tylko on uzupełnia kieliszki Młodym pilnując, żeby nie upili się na własnym weselu, rozkręca imprezę, popiskuje i krzyczy „Weseleeeeee" niezliczoną ilość razy w czasie tych dwóch dni, na co reszta drużyny musi odpowiedzieć piskiem. Pierwsza drużka oprócz przypięcia wioneczki Panu Młodemu, pomaga we wszystkim Pani Młodej, poprawia welon, układa suknie, podaje świecę w kościele, przygotowuje oczepiny. W czasie składania życzeń Młodym Pierwszy Drużba zbiera koperty a Pierwsza Drużka trzyma bukiet Panny Młodej (swój też!), odbiera kwiaty i pozostałe prezenty (nie wiem jak Pierwsze Drużki dają z tym wszystkim radę, ja dostąpiłam zaszczytu pełnienia tej funkcji dwa razy i nie mam pojęcia jak udało mi się nad tym wszystkim zapanować). Generalnie zasada jest prosta – im większa drużyna, tym bardziej udane wesele.

Panny Młode w tym wyjątkowym dniu nie są ubrane tak jak kiedyś w długie kiecki, zołpaski i jakle ale we współczesne suknie ślubne. We włosy obowiązkowo wpięty jest welon, chociaż zdarza się jeszcze, że na głowę zakłada się tradycyjny wionek z merty. Młody Pan ubrany jest w czarny garnitur.

Nikogo nie zadziwi, że weselny obiad składa się obowiązkowo z rosołu na pierwsze danie, i klusek, rolady i modrej kapusty, czyli tradycyjnego śląskiego obiadu, na drugie. Zasada jest prosta, na tradycyjnym śląskim weselu jedzenia i alkoholu nie brakuje. Do zabawy przygrywa kapela na żywo, grająca przeważnie muzykę disco-polo. Odbywają się śmieszne konkursy, w których nagrodą jest, a jakże, wódka weselna. Innymi elementami zabawy weselnej są: podziękowanie Rodzicom, pokazy slajdów ze zdjęciami z dzieciństwa Młodych  przygotowane przez drużynę czy… pojawienie się drugiej Młodej Pary i związane z tym kłopoty (wskazówka dla nie-Ślązaków: ta druga Młoda Para to przeważnie lekko wstawiony już wujek przebrany za Pannę Młodą i towarzysząca mu ciotka udająca Pana Młodego). Jednak najbardziej wyczekuje się oczepin.

Oczepiny rozpoczynają się o północy, czyli po przynajmniej 12 godzinach zabawy. Wyglądają one na Śląsku tak: Pani Młoda siada na krześle, za nią ustawia się Pan Młody, a dookoła nich wszystkie drużki i inne niezamężne kobiety dzierżące w rękach długie drewniane łyżki, tzw. warzechy. Zadnie Pana Młodego polega na ściągnięciu welonu z głowy Panny Młodej. Gdy tylko zbliża on swoje dłonie do głowy Panny Młodej, zebrane dookoła drużki biją go po rękach drewnianymi  warzechami. I nie jest to wcale bicie „na niby". Zdarza się też tak, że Pani Młoda oberwie po głowie przez przypadek… Gdy mężowi uda się w końcu ściągnąć welon z głowy żony, młoda mężatka rzuca nim za siebie, w stronę niezamężnych kobiet. Dziewczyna która złapie welon, zostaje Nową Panną Młodą i może wybrać sobie swojego Nowego Pana Młodego.

Wesele na Śląsku kończy się o pierwszej w nocy, ale to przecież nie całkowity koniec imprezy. Gdy biją „na Anioł Pański" następnego dnia wszyscy goście weselni siedzą już przy stołach i bawią się na tzw. poprawinach.

Jak łatwo się domyślić, przygotowanie takiego śląskiego wesela do łatwych nie należy. Jest to przede wszystkim ogromne wyzwanie finansowe. Ale i na to znaleźli sposób na Śląsku. Podział obowiązków jest od wieków znany. Pan Młody wraz ze swoimi rodzicami płaci za obrączki, wódkę i zespół, a Panna Młoda i jej rodzice za całą resztę.

Niektórzy mogą uznać śląskie wesele za kiczowate. To całe przebieranie się i bałaganienie w polter, czy popiskiwanie drużyny na weselu to przecież ani mądre, ani poważne. Jednak ludzie bawią się tak od wieków. I dla nas inne wesela, te dystyngowane i sztywne nie są weselami. Ślązacy w wesele chcą się weselić. Lubimy te nasze zwyczaje, i wiem, że będziemy je kultywować jeszcze przez długi czas.

Autor: ML 2016 r.

Data opublikowania: 16.02.2016
Osoba publikująca: Agnieszka Pudełko