Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Polub Instytut Kultury

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Dziedzictwo z wyboru – Battersea Power Station

Kiedy mówimy o dziedzictwie, mamy często na myśli coś lub kogoś z naszej przeszłości, co nas w pewien sposób ukształtowało. Często odnosimy dziedzictwo do czasów dzieciństwa i do miejsca, w którym się wychowaliśmy. Z drugiej jednak strony termin dziedzictwo kulturowe, narzuca zdecydowanie szerszy kontekst. Nie można przecież utożsamiać kultury tylko i wyłącznie z naszymi bezpośrednimi przodkami i miejscem naszego pochodzenia. Z tego właśnie powodu zdecydowałam się opisać miejsce, które nie ma żadnego związku z moją rodziną, nie jest to tym bardziej miejsce mojego urodzenia, a mimo wszystko darzę je szczególnym sentymentem. Ponadto mocno wpisuje się ono w moje dziedzictwo jako Europejki, fanki popkultury oraz osoby, która przez kilka lat żyła w Londynie.

Miejsce, którym chcę napisać to Battersea Power Station – budynek starej elektrowni znajdujący się w południowym Londynie. Choć zetknęłam się z nim bezpośrednio po raz pierwszy mając już dwadzieścia kilka lat, wywarł on ma mnie wielki wpływ. Było to dla mnie doświadczenie tym cenniejsze, że będąc osobą dorosłą, mogłam w pełni docenić i przeżyć to zjawisko. A wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy znalazłam się w stolicy Wielkiej Brytanii.

Pierwszego dnia po przeprowadzce do Londynu przywitała mnie typowa angielska pogoda. Mimo wszystko jednak pełna ekscytacji wyruszyłam do centrum, by na własne oczy zobaczyć londyńskie ikony: czarne taksówki, czerwone budki telefoniczne, Tower Bridge, London Eye czy Big Bena. Wszystko to wywołało we mnie oczywiście wielkie wrażenie, bo przecież to były te rzeczy i miejsca, które jednoznacznie kojarzą się z Londynem i o których przeczytamy w każdym przewodniku. Prawdziwego poruszenia doznałam jednak w drodze powrotnej do południowego Londynu, czyli mojego ówczesnego miejsca zamieszkania. Po dwóch, trzech minutach od kiedy mój pociąg opuścił peron na stacji Victoria zobaczyłam przez okno budynek, który od razu przykuł moją uwagę: ceglany prostokątny kolos z czterema wysokimi kremowymi kominami usytuowany tuż koło torów kolejowych nad brzegiem Tamizy. Choć wtedy jeszcze nie znałam jego nazwy ani historii, była to fascynacja od pierwszego wejrzenia. Od razu zaczęłam pytać moich londyńskich znajomych czym właściwie jest ten budynek i jaka jest jego historia. Po wstępnych ustaleniach okazało się, że przecież to właśnie ten budynek jest na okładce jednej z płyt Pink Floyd i że nadświadoma widziałam go już przedtem kilkakrotnie w kinie.

Battersea Power Station to największy budynek z cegły w Europie, zbudowany na stalowym szkielecie. Decyzja o budowie elektrowni zapadła w latach 20. XX wieku i była odpowiedzią na rosnące potrzeby na zaopatrzenie mieszkańców Londynu w prąd. Budowa ruszyła z inicjatywy rządu, który chciał w ten sposób zyskać kontrolę nad przemysłem energetycznym, do tej pory bowiem dostawą prądu w Anglii zajmowały się głównie prywatne firmy. Miejsce na budowę wyznaczono w południowej części miasta nad samym brzegiem Tamizy. Na początku decyzja ta wzbudzała liczne protesty: obawiano się, że elektrownia będzie szpecić swoim wyglądem okolicę oraz że zanieczyszczenie będące skutkiem ubocznym jej działalności, zniszczy sąsiadujące budynki, parki, a nawet… obrazy wiszące w nieodległej galerii Tate Britain.

Na projektanta budynku wybrano Sir Gilesa Gilberta Scott'a, twórcę słynnych czerwonych budek telefonicznych. To również on zaprojektował inną charakterystyczną elektrownię na południowym brzegu Tamizy, w której obecnie mieści się siedziba galerii Tate Modern.

Budowa BPS ruszyła wiosną 1929 roku i podzielona była na dwa etapy: najpierw powstała część A, a później część B budynku. Już w 1933 roku Stacja A zaczęła generować prąd. Dalsze prace, czyli budowę Stacji B opóźniła Druga Wojna Światowa. Elektrownia w obecnym kształcie, z charakterystycznymi czertami kominami stała się w pełni operacyjna w 1955 roku. Jako ciekawostkę można dodać, że mimo swojego surowego wyglądu z zewnątrz, sterowania Stacji A zaprojektowana została w stylu Art Deco.

W międzyczasie diametralnie zmienił się stosunek Londyńczyków do elektrowni. Już w 1939 roku w przeprowadzonej wówczas ankiecie, BPS została uznana za jeden z najpopularniejszych budynków współczesnej architektury. Z upływem czasu, sława elektrowni wciąż rosła, a budynek urósł do rangi ikony i na trwałe wpisał się w panoramę Londynu.

Kilkadziesiąt lat później elektrownia zaczęła być nierentowna i podjęto decyzję o jej stopniowej likwidacji. Stacja A została zamknięta w 1973 roku, kilka lat później pojawiły się pogłoski, że i Stacja B ma zaprzestać działalności (do czego ostatecznie doszło w 1983 roku). Natychmiast powstała kampania, mająca na celu niedopuszczenie do zburzenia budynku, już wtedy nazwanego częścią narodowego dziedzictwa.

W 1980 roku elektrownia wpisana została przez ówczesnego ministra środowiska na Statutory List of Buildings of Special Achitectural or Historic Interest. Dzięki temu budynek nie został zburzony, jak pierwotnie zakładano, lecz powstały palny, by przekształcić go w miejsce użytku publicznego. Na przestrzeni lat zmieniały się pomysły i inwestorzy. Dopiero w 2013 roku rozpoczęły się prace nad stworzeniem osiedla mieszkaniowego na terenach przylegających do elektrowni.

BPS stała się prawdziwą ikoną, inspiracją dla wielu twórców, m.in. filmowców. Po raz pierwszy pojawiła się na dużym ekranie już w 1936 roku w filmie „Sabotaż" Alfreda Hitchcocka. To tutaj Christopher Nolan nagrywał wiele scen z „Mrocznego Rycerza", a Alfonso Cuaron wyeksponował ją w symboliczny sposób w obrazie „Children of Men". Największą sławę przyniosła jej jednak prawdopodobnie grupa Pink Floyd, która ją umieściła na okładce swej kultowej płyty „Animals". Premiera albumu odbyła się właśnie na terenie elektrowni.

W Londynie mieszkałam ponad trzy lata. W tym czasie nigdy udało mi się zwiedzić typowych dla Londynu atrakcji jak Buckingham Palace czy muzeum Madame Tussauds. Kiedy jednak we wrześniu 2013 roku ogłoszono, że BPS zostanie udostępniona do zwiedzania przez jeden dzień, nie miałam wątpliwości, że muszę się tam wybrać. Tym bardziej, że była to właściwie ostatnia taka szansa - kilka tygodni później miały już rozpocząć się prace nad rewitalizacją obiektu. 

Ku mojemu zaskoczeniu, nie tylko ja postanowiłam odwiedzić BPS. Wstęp do elektrowni był darmowy, należało jedynie stawić się przy jej wejściu w godzinach porannych. Kiedy dotarłam do Battersea moim oczom ukazał się tłum ludzi czekający w długiej na około kilometr kolejce. To tylko potwierdza, jak wielką ikoną na przestrzeni lat stała się elektrownia. Wizyta wewnątrz BPS była niezapomnianym przeżyciem, będąc w środku mogłam też na własne oczy ocenić, jak wielki jest to budynek. Skala robiła piorunujące wrażenie. Niestety zobaczyłam też, w jak kiepskim stanie jest elektrownia. Wewnątrz znajdowały się jedynie ogołocone ściany, a dziedziniec porastały chwasty i krzewy. Czas bez wątpienia odcisnął tu swoje piętno. Nic dziwnego, skoro budek był nieużytkiem przez ponad 30 lat.

Tak jak wspomniałam, dopiero dwa lata temu rozpoczęto prace remontowe BPS. Na przestrzeni lat wielokrotnie zmieniali się inwestorzy oraz wizje. Zmieniały się także pomyły na temat tego, jak ma przebiegać proces rewitalizacji obiektu i jakie działania należy podjąć, by budynkowi nadać użyteczną funkcję, a jednocześnie jak najmniej ingerować w jego obecny kształt. Wszelkie koncepcje spotykały się z krytyką ze strony okolicznych mieszkańców czy też sympatyków BPS. Wielokrotne przetargi i wystawienie budynku na aukcję również wiązały się w licznymi kontrowersjami, co tylko potwierdza jak trudne jest zarządzanie dziedzictwem. Niełatwo bowiem zadowolić wszystkie strony i liczyć jednocześnie na sukces materialny (a na taki z pewnością liczą władze Londynu) po ukończeniu procesu rewitalizacji.

Obecnie trwają prace nad budową osiedla mieszkaniowego w bezpośrednim sąsiedztwie BPS. Charakterystyczne kominy są kolejno poddawane zabiegom renowacyjnym, a w samym budynku elektrowni mają powstać biura i sale konferencyjne. Na nowym osiedlu ma znaleźć się hotel, liczne parki, kawiarnie, sklepy i inne tego typu obiekty. Powstanie tu nowa stacja metra, która pozwoli okolicznym mieszkańcom na szybszą i wygodniejszą podróż na drugi brzeg miasta. Choć ceny powstających lokali nie są małe (najmniejsze mieszkania kosztują… milion funtów) i minie jeszcze kilka lat, nim osiedle będzie gotowe, większość kwater już się wyprzedała.

Choć sam budynek BPS i przylegające mu treny będą przestrzenią otwartą, można dostrzec też minusy wynikające z planowanej przebudowy. Elektrownia zostanie niemalże w pełni zakryta przez otaczające ją budynki, nie zmieni się jedynie widok na jej frontalną część od brzegu Tamizy. Pasażerowie jadący, tak ja niegdyś, ze stacji Victoria do południowego Londynu, zobaczą rząd apartamentów i jedynie fragmenty górujących nam nimi kominów. Miejsce straci też wiele ze swojej majestatyczności i wyjątkowości, przypominać będzie raczej kolejne centrum handlowe. Mimo wszystko cieszy fakt, że budynek szczycący się tak ciekawą historią, zyska drugie życie. A gdybym kiedyś, w jakiś sposób zdobyła milion funtów i mogła je wydać na co tylko chcę, to nie wykluczam, że byłoby to przytulnie mieszkanie z widokiem na ikonę.

Autor: Ewa Midura 2016 r.

Data opublikowania: 16.02.2016
Osoba publikująca: Agnieszka Pudełko