Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Polub Instytut Kultury

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Druh Kazimierz

Radzyń Podlaski – moja mała ojczyzna, rodzinny dom i mnóstwo wspomnień z nim związanych. Czy właśnie ta miejscowość jest moim dziedzictwem? To pytanie przenosi mnie  w sentymentalną podróż do krainy dzieciństwa.

Niepozorne miasteczko na Lubelszczyźnie, które może pochwalić się unikatowymi w skali światowej zabytkami. Mamy tu przecież Pałac Potockich uchodzący za perłę rokoka, okrzyknięty nowym cudem Polski w zeszłorocznym plebiscycie magazynu „National Geographic Traveler”, kościół Św. Trójcy pochodzący z XVII wieku, zaliczany do czołowych dzieł architektonicznych renesansu lubelskiego albo Oranżerię zaprojektowaną przez nadwornego architekta królów polskich, czyli Jakuba Fontanę, należącą ponadto do zespołu pałacowo-parkowego, a także będącą jedną z najpiękniejszych tego typu budowli w naszym kraju. Radzyń Podlaski to też wybitne osobistości, które się tutaj urodziły. Wystarczy wspomnieć o Ignacym Potockim, współtwórcy Konstytucji 3 Maja, Stanisławie Kostce Potockim, założycielu Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Karolu Lipińskim, wybitnym skrzypku, wirtuozie i kompozytorze czy Zenonie Przesmyckim, poecie i krytyku literackim, odkrywcy oraz znawcy twórczości Cypriana Kamila Norwida.

Mimo to, za moje największe dziedzictwo uważam pewną bliską mi osobę, której postawa  i działania miały zupełnie inny, ale równie wartościowy charakter jak wspomnianych wcześniej wielkich radzynian. Mam na myśli mojego ukochanego dziadzia, Kazimierza Odrzygoździa. I chociaż zmarł, gdy byłam zaledwie sześcioletnią dziewczynką, to mocno zapisał się w mojej pamięci. Dziś bardzo często wypytuję o niego babcię Tereskę, która przeżyła z dziadkiem czterdzieści pięć lat pięknego, szczęśliwego małżeństwa oraz tatę, który swoim życiowym światopoglądem i zainteresowaniami bardzo mi go przypomina.

Za każdym razem kiedy wracam do rodzinnego domu, rzucam nierozpakowaną walizkę w kąt, dzwonię do babci i z radością oznajmiam, że będę u niej za kilka minut. Mam to szczęście, że z mojego osiedla Korczaka na Bulwary mam 7-8 minut spacerem, więc w każdej chwili mogę ją odwiedzić. Mogę tam napić się herbaty malinowej z dwiema łyżeczkami cukru, choć na co dzień nie słodzę, zjeść kawałek przepysznej szarlotki albo ciasta marchewkowego i narzekać, że przytyję przez to dziesięć kilo, siedzieć przy starej maszynie do szycia po prababci Helence, słuchać opowieści z lat młodości oraz piosenek harcerskich, które babcia Tereska tak chętnie mi śpiewa i mieć poczucie, że kocham ją najmocniej na świecie. Gdy powiedziałam jej o eseju na temat dziedzictwa i tym, że chcę napisać o dziadziu Kaziu, oczy zaświeciły jej się z radości. Babcia często powtarza, że dziadek był czułym, kochającym, mężem i ojcem – „Twój dziadek był człowiekiem bardzo lubianym i szanowanym. Od najmłodszych lat pasjonował się harcerstwem oraz turystyką, z którą związał się także zawodowo. Tak umiejętnie przekazywał swoje zainteresowania, że ja, twój tata, ciocia Tereska i ciocia Ania staliśmy się rodzinnym zespołem harcersko-turystycznym, a  wspólne wyjazdy, wyprawy, obozy wędrowne były naszą pasją przez wiele lat. Dom rodzinny odgrywał w życiu Kazia priorytetową rolę. Wracał z pracy uśmiechnięty, zadowolony, pytał jak się czujemy, czego potrzebujemy, jakie mamy plany na resztę dnia. Poza tym, miał wyjątkowy, silny charakter. Starał się też kształtować mój, w taki sposób, by wszystkie spędzone razem chwile, zarówno te piękne, jak i trudniejsze momenty, pozostały w moim sercu na zawsze. I tak jest do dzisiaj.”

Mój dziadek urodził się 20 lutego 1932 roku w Radzyniu Podlaskim. Jego rodzicami byli Jadwiga i Konstanty Odrzygoździowie. Miał dwóch braci, Mieczysława, nauczyciela oraz Andrzeja, pracownika administracji państwowej. Okres jego edukacji był nieco burzliwy, gdyż rozpoczął naukę w radzyńskiej Szkole Podstawowej, kontynuował ją w tamtejszej Szkole Zawodowej, z której po roku przeniósł się do Państwowego Liceum Pedagogicznego w Zamościu, by  po jednym semestrze wylądować ostatecznie w Liceum Pedagogicznym im. Stanisława Staszica w Leśnej Podlaskiej i ukończyć je 29 maja 1952 roku. Przeglądając pamiątki po dziadziu trafiłam na świadectwo szkolne z podstawówki, z którego jasno wynika, że osiągał w większości bardzo dobre wyniki w nauce, a jego ulubionymi przedmiotami były zajęcia praktyczne i ćwiczenia cielesne, czyli dzisiejsze wychowanie fizyczne. To akurat ciekawe, ponieważ dziadzio Kazio został później nauczycielem WF-u, podobnie jak babcia Tereska. Teraz jest nim także mój tata, moje rodzeństwo studiowało na Akademii Wychowania Fizycznego, a ja, choć nie poszłam w ich ślady, zawsze powtarzałam, że to zdecydowanie mój ulubiony szkolny przedmiot. Można więc śmiało powiedzieć – sport mamy we krwi.

Już w czasach dzieciństwa dziadzio Kazio związał się z harcerstwem. Pełnił tam funkcje zastępowego, przybocznego, drużynowego, a także zastępowego. Niezwykle istotnym w tamtym okresie był dla niego oddalony o 4,5 km od Radzynia las w Sitnie. Łączy się z nim pewna smutna historia. Otóż jesienią 1939 roku, po klęsce wrześniowej drużyna starszych harcerzy zorganizowała działania w podziemiu pod komendą harcmistrza Michała Stefana Lisowskiego, komendanta hufca ZHP, nauczyciela wychowania fizycznego w miejscowej szkole podstawowej i gimnazjum. W tejże grupie znalazł się konfident gestapo, uczeń radzyńskiego gimnazjum, niejaki Czachowski, który doniósł na kolegów. W czerwcu 1940 roku zostali oni aresztowani, a po kilkunastu dniach pobytu w więzieniu całą grupę rozstrzelało gestapo we wspomnianym wcześniej lesie.

Miejsce to szczególnie zapisało się w pamięci dziadka, ponieważ jako czternastoletni chłopiec w roku 1946 brał udział w ekshumacji zwłok zamordowanych harcerzy i przeniesieniu ich do zbiorowej mogiły na cmentarz parafialny. Dowiedziałam się o tym dopiero kilka lat temu, nie miałam już szansy zapytać go o te wydarzenia. Mogę sobie jedynie wyobrażać co wtedy czuł i jak bardzo traumatyczne było to dla niego przeżycie.

W roku 2001 współpracownicy dziadka, przyjaciele, turyści i uczestnicy tamtorocznego zjazdu radzyńskiego Oddziału PTTK zgodnie postanowili, iż pieszy rajd do Sitna powinien otrzymać nazwę – Rajd Pamięci Harcerzy Radzyńskich im. Kazimierza Odrzygoździa. Tak też się stało. Już od 16 lat w każdą drugą sobotę września, młodzi turyści stają do apelu przy leśnej mogile w Sitnie, by oddać hołd poległym harcerzom. Tymże uroczystościom towarzyszą również marsze na orientację, które jeszcze w czasach szkoły podstawowej zapoczątkowały moją przygodę  z turystyką kwalifikowaną. Przez kilkanaście lat bieganie po lesie z mapą i kompasem w poszukiwaniu punktów kontrolnych było moim największym hobby, zaś weekendy spędzane na rajdach, gdzie zamiast wygodnych łóżek mieliśmy do dyspozycji karimaty, śpiwory oraz kawałek szkolnej sali gimnastycznej sprawiły, że wyrosłam na człowieka, dla którego największą przyjemnością nie są ekskluzywne wakacje w pięciogwiazdkowym hotelu, lecz rowerowy wyjazd pod namiot z ludźmi patrzącymi na świat w taki sam sposób jak ja.

Poza działalnością harcerską, dziadzio Kazio zajmował się także edukacją dzieci i młodzieży, był wizytatorem kuratora oświaty, pracownikiem biblioteki i świetlicy. Do przedmiotów, których nauczał dziadek zaliczało się wychowanie fizyczne, geografia, biologia, zajęcia turystyczno-krajoznawcze i świetlicowe. To zadziwiające, ponieważ są to dziedziny, które zawsze należały do kręgu moich zainteresowań, a będąc w klasie humanistycznej zamiast historii czy wiedzy o społeczeństwie na maturze wolałam zdawać geografię. Był to wybór zupełnie oczywisty, podobnie jak Kraków, gdzie w latach 1954-1955 dziadzio Kazio odbywał służbę wojskową. Patrząc z perspektywy czasu myślę sobie, że w moim życiu nic nie jest kwestią przypadku.

Mój dziadek był człowiekiem nadzwyczaj wyjątkowym. Ci, którzy mieli okazję go poznać, wiedzą, że swoim zamiłowaniem do turystyki potrafił zarazić każdego, zarówno młodzież, jak i dorosłych. Z dumą mogę powiedzieć, że był niekwestionowanym autorytetem jako pedagog i wychowawca, propagował ruch harcerski oraz ideę aktywnego poznawania ojczyzny. Dziadzio doskonale wiedział jak pociągnąć za sobą ludzi. Pokazywał im piękno polskiej ziemi, obiekty kultury, pomniki walk wyzwoleńczych, organizował różnego rodzaju wycieczki, rajdy rowerowe, obozy wędrowne, turnieje sprawnościowe na skalę ogólnopolską, dzielił się swoją wiedzą i umiejętnościami, nie oczekując w zamian niczego, poza szczerą radością oraz zaangażowaniem.

Jako nauczyciel został odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem za pracę pedagogiczną, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Medalem 40-lecia Polski Ludowej, Srebrnym i Złotym Krzyżem zasługi, Odznaką za zasługi dla Województwa Bialskopodlaskiego oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wiele nagród i wyróżnień otrzymał także za pracę   w Związku Harcerstwa Polskiego, między innymi Odznakę Honorową za zasługi dla ZHP, Złotą Odznakę Janka Krasickiego, Srebrny i Złoty Krzyż za zasługi dla ZHP, Odznakę Harcerskiej Służby Ziemi Podlaskiej oraz tytuł Harcmistrza Polski Ludowej. W listopadzie 2009 roku lokalne władze  i społeczność Radzynia Podlaskiego uczciła pamięć dziadzia poprzez nadanie imienia hm. Kazimierza Odrzygoździa dla ronda znajdującego się u zbiegu ulic: Warszawskiej, kardynała Stefana Wyszyńskiego i Konstytucji 3 Maja.

W jaki sposób mogłabym wyrazić wdzięczność mojemu dziadkowi za te wszystkie spędzone wspólnie chwile, przekazywane w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie wartości moralne oraz zamiłowanie do turystyki, roweru i wycieczek krajoznawczych, które uważam za swoje dziedzictwo? Głęboko wierzę w to, że każdy kolejny kilometr przejechany podczas rowerowej wyprawy z moim tatą lub babcią Tereską, każdy odwiedzony przeze mnie las, park krajobrazowy bądź miejsce pamięci narodowej i każde, choćby najzwyklejsze wspomnienie o druhu Kazimierzu są dowodem na to, jak ważną osobą był dla mnie dziadzio Kazio.

 Autorka: Anna Odrzygóźdź 2017 r.

Data opublikowania: 19.03.2017
Osoba publikująca: Agnieszka Pudełko