Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Polub Instytut Kultury

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

„Dziadku, pomóż nam cię znaleźć!”

Co jest moim dziedzictwem? Musiałam podjąć taką refleksję aby napisać tę pracę. Czy mam przedmiot, który jest ważny dla mnie, mojej rodziny? Nie. Czy mam rodzinną tradycję, która została mi przekazana, i którą ja przekażę dalej? Też nie. A może moja mała ojczyzna, moje miasto, w którym się wychowałam? Choć jest mi ono bardzo bliskie, a jego historia niezwykle ciekawa, to ta praca również nie będzie o nim. Dziedzictwem może być wszystko, również opowieści i historie rodzinne. Uświadomiłam sobie, że moim dziedzictwem jest historia mojej rodziny oraz intensywne poszukiwanie korzeni. Zorientowałam się, że ważna jest dla mnie znajomość dziejów członków rodziny. Przez ciekawość i chęć mojej matki chrzestnej do spisania historii, udało się dotrzeć do wielu informacji dotyczących rodziny ze strony mojej mamy.


Zacznę jednak od początku. Poszukiwanie naszych korzeni rozpoczęło się od pobytu na cmentarzu w Grabowcu, zlokalizowanym w powiecie zamojskim. Po odwiedzeniu grobów najbliższych, moja babcia w raz ze swoją siostrą postanowiły odnaleźć grób swoich dziadków, wypowiadając znamienne słowa, którymi zatytułowana została niniejsza praca. Można tu wierzyć lub nie, ale chyba dziadek usłyszał to wołanie i pozwolił się odnaleźć. Zakończone sukcesem poszukiwania potraktowaliśmy to jako zachętę do stworzenia naszego drzewa genealogicznego.


Poszukiwania rozpoczęły się od rozmów z najstarszymi członkami rodziny. Z czasem ich relacje udało się rozszerzyć o informacje zawarte w rozsianych po okolicznych kościołach księgach parafialnych. Akty zgonów i akty chrztu pozwoliły ustalić dane pradziadków babci. Przy kolejnym pobycie na cmentarzu, niespodziewanie udało nam się natrafić na grób moich praprapradziadków – był to dobrze zachowany, cementowy krzyż z wyrytymi nazwiskami i datami. Drzewo genealogiczne szybko zaczęło się rozrastać. 


Z biegiem czasu udało nam się dotrzeć do osoby noszącej interesujące nas nazwisko, która, ku naszemu zdziwieniu, stworzyła własne drzewo sięgające roku 1699. Dzięki kontaktom z pozostałymi dalekimi krewnymi, udało się również ustalić nieznane do niedawna losy Stanisława – brata mojej babci. Jeszcze dwa lata temu wiedzieliśmy tylko tyle, że wyjechał z domu w roku 1945 i najprawdopodobniej zginął dwa lata później. Jego pamięć została uczczona przez najbliższą rodzinę, która ufundowała tablicę w mauzoleum przy Bazylice pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Chełmie. W tym miejscu pragnę rozpocząć historię stanowiącą zbiór opowieści przekazywanych w mojej rodzinie, wesprę się również odnalezionymi, różnorakimi dokumentami.


Moja babcia mieszkała we wsi Ornatowice, w pobliżu wspomnianej już miejscowości Grabowiec, do sierpnia 1939 roku. Według jej relacji od dawna mieszkały tam kolejne pokolenia rodziny. Ojciec babci w 1926 roku założył we wsi Ochotniczą Straż Pożarną, dzięki czemu zaczął być nazywany Naczelnikiem. Miano to utrwaliło się i również dzisiaj używając tam tego zwrotu, mieszkańcy doskonale wiedzą o kogo chodzi. Tuż przed wojną sprzedał ziemię i wyjechał z rodziną do oddalonej o około 50 km wsi Teosin położonej w powiecie chełmskim.


Wkrótce po osiedleniu się w nowym miejscu nadszedł czas wybuchu II Wojny Światowej. Zgodnie z przerażającymi wspomnieniami babci, już na początku wojny, a dokładnie 8 września (data zapamiętana ze względu na obchodzone tego dnia święto kościelne) został zbombardowany most i stacja kolejowa w pobliskim Dorohusku – uznawanym za jeden z głównych punktów przerzutowych. Na jadący pociąg z uciekinierami z Warszawy spadły niemieckie bomby. Na wieś, w której mieszkała babcia również spadły bomba oraz zestrzelony samolot. Okoliczne dzieci z ciekawości pobiegły zobaczyć z bliska miejsce upadku maszyny. Babcia wspominała o długiej dziurze w ziemi wyrytej przez skrzydło samolotu oraz scenę, gdy na miejscu pojawili się Niemcy i jeden z nich przykrył twarz pilota białą chustą.


W 1941 roku, gdy front przechodził bardzo blisko wsi, ludność z pobliskich osad wykorzystywano do kopania okopów wzdłuż rzeki Bug. W stodole przy domu babci kwaterowali razem z końmi niemieccy żołnierze, pochodzący głównie ze Śląska. Gdy ojciec babci postanowił wykopać koło domu schron, niemiecki żołnierz zobaczywszy jego pracę miał powiedzieć: „Jeśli Ruskich nie ma za Bugiem to my pójdziemy i schron nie będzie potrzebny, ale jak Ruscy są, to będzie wspólna mogiła” oraz: „Jeśli będziemy wracać w czapkach to jest dla was źle, jeśli bez to nie macie czego się bać”. Dzień przed atakiem żołnierze zabrali konie i wycofali się do lasu. Niemcy uderzyli za Bugiem 21 czerwca 1941 roku. Babcia pamiętała stawiane przez żołnierzy w krzakach i drzewach atrapy armat i luf. Front wracał w 1944 roku, wymuszając na okolicznej ludności, w tym rodzinie mojej babci, ucieczkę do Puszek – trudno dostępnej wsi ukrytej w lesie. Rosyjskie samoloty ścigające wojska niemieckie ostrzeliwały lasy, powodując znaczne straty wśród uciekającej ludności cywilnej. 


W rok wybuchu wojny, wspomniany już brat mojej babci miał 12 lat. W 1943 roku wstąpił do oddziału Batalionów Chłopskich, a po dwóch miesiącach złączył się z oddziałem Armii Krajowej. W działalności partyzanckiej nosił pseudonim „Orzeł”, jego oddział działał w rejonie Lubartów – Kowel. Został odznaczony srebrnym Krzyżem Walecznych. W 1944 roku po wkroczeniu armii sowieckiej złożyli broń. Był za młody, aby wstąpić do wojska, więc do maja 1945 roku przebywał w domu. W tym czasie umarła matka jego i mojej babci, a ich ojciec ponownie szybko się ożenił.


Niedługo później Stanisław postanowił razem z innymi we wsi wyjechać na Ziemię Odzyskane, konkretnie do Rogozińca w Wielkopolsce, w celu zajęcia tamtejszego gospodarstwa. Wstąpił również do Milicji Obywatelskiej. Przypuszczamy, że nie spodobała mu się jednak działalność ówczesnej milicji, prawdopodobnie zobaczył, najprościej mówiąc, że „nie o taką Polskę walczył”. Zapewne dlatego przebywał tam tylko do września, a później do grudnia 1945 roku pracował w bliżej nieokreślonym gospodarstwie, po czym wrócił do rodzinnego domu. Kolejny raz wyjechał 15 lutego 1946 roku, obiecując wtedy mojej babci, że następnym razem zabierze ją ze sobą. Niestety już nie wrócił. Został aresztowany 26 czerwca 1946 roku, gdy był już członkiem antykomunistycznego Polskiego Związku Wojskowego. W grudniu tego samego roku został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Zielonej Górze na karę śmierci, utratę praw publicznych i honorowych na zawsze i przepadek mienia w całości. Wyrok wykonano 19 lutego 1947 roku w Poznaniu. Wraz z nim rozstrzelano jeszcze dziesięć osób.


Egzekucja została przyspieszona, ze względu na uchwaloną 22 lutego amnestię dla działaczy i żołnierzy polskiego podziemia antykomunistycznego – dla takich osób jak brat mojej babci. Wielu skazanych, na których wykonano wyroki śmierci wciąż czeka na rehabilitację. Moim zdaniem nasze Państwo powinno jak najszybciej oczyścić ich z niesłusznych zarzutów.


Jak już wspomniałam, dzięki dalekim krewnym udało się odtworzyć losy brata babci. Współczesna technologia również ułatwiła poszukiwanie informacji. Udało nam się dotrzeć do protokołu wykonania wyroku, protokołu z rewizji osobistej, listy aresztowanych oraz do spisanego w więzieniu życiorysu. Dotrzeć udało się również do wspomnień księdza, który posługiwał w tamtym czasie w więzieniu. Dzięki tym wspomnieniom dowiedzieliśmy się, że wyroki na tamtejszych więźniach wykonywano w więzieniu lub wywożono ich do lasu, gdzie strzelano im w tył głowy i grzebano na miejscu. Z tego powodu nie wiemy i być może nigdy nie dowiemy się gdzie spoczywają ich szczątki. Wykonawcą wyroków w Poznaniu był najczęściej dowódca tamtejszego plutonu egzekucyjnego, będący jednym z najbardziej aktywnych ówcześnie katów. Pozwolę sobie zacytować fragment wspomnień: „zabijał często osobiście, odbywało się to w lasach między Gądkami a Kórnikiem. Gdy samochód zatrzymywał się przy lesie, szedł przodem, szukając odpowiedniego miejsca. Później przepuszczał nas i strzelał w tył głowy.” Dokumenty te są ogólnodostępne na stronach internetowych i pozwalają poznać prawdziwe oblicze stalinizmu w Polsce oraz jakich zbrodni dopuszczano się „w imieniu prawa”. Nie chcę tu nic więcej przytaczać, ponieważ to co tam się działo było jednym słowem straszne. Zainteresowani mogą bez problemu dotrzeć do tej niezwykle trudnej lektury.


Drugi trudny temat to rzeź wołyńska, o której opowiadali dziadkowie mojej mamie – ze strony jej ojca. Mój dziadek urodził się na dzisiejszej Ukrainie, gdzie mieszkał z rodzicami w czasie wojny. Gdy rozpoczęły się okrutne mordy na Wołyniu wielu rodzinom, w tym rodzinie dziadka udało się schronić w pobliskim polskim dworze, którego pilnowali Niemcy. Najgorszy okres udało im się przeczekać właśnie tam. Panujący głód wymógł na części osób decyzję o wyjściu w celu zdobycia pożywienia. Nikt z nich jednak nie wracał. Do ukrywających się rodzin docierały wiadomości z okolicznych wsi, o okrucieństwach jakie się tam dzieją i o sposobach w jakich mordowano ludzi. Rodzice dziadka długo nie chcieli nic na ten temat mówić. Moja mama pierwszy i ostatni raz usłyszała od nich o Wołyniu dopiero w roku 1980. 


Moja praca może nie jest do końca tym czego ode mnie oczekiwano. Moim dziedzictwem są jednak te historie, może momentami bolesne i trudne, ale na pewno warte zapamiętania. Niedawno odkryte i z tego względu ciągle świeże, a czasem też szokujące dla mnie i dla moich bliskich. Ja i moja rodzina, zachęceni ilością odnalezionych zarówno informacji, jak i dalekich krewnych, będziemy szukać dalej. Zrozumiałam także, że każda osoba, zarysowała swoją indywidualną, niezwykłą historię, która czeka tylko na odkrycie. Gorąco zachęcam każdego do zainteresowania się historią swojej rodziny – ważna jest przecież świadomość swoich korzeni. Zacznijmy od rozmowy z dziadkami, mają na pewno do opowiedzenia cały szereg ciekawych historii. Wiele osób żałuje, że nie zdążyło z nimi porozmawiać, a taka rozmowa może zainicjować niesamowitą podróż w czasie.

Autor: Anonim 2017 r.

Data opublikowania: 08.03.2017
Osoba publikująca: Agnieszka Pudełko