Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Polub Instytut Kultury

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

W poszukiwaniu brzmienia „dwóch płuc Europy" – chóralne spotkanie z kompozytorem

Dyrygent mojego chóru zwykł mawiać, że „dobry kompozytor to martwy kompozytor". Uważał tak dlatego, że praca nad utworami twórców współczesnych, którzy mają możliwość korekty partytury oraz bieżącego komentowania interpretacji jest w pewien sposób ograniczająca. Z drugiej jednak strony bezpośredni kontakt z kompozytorem, w dodatku mówiącym tymi samymi językami: językiem polskim i językiem muzyki staje się wielką szansą dla artysty.

Śpiewak amator przy nauce utworu potrzebuje różnego rodzaju bodźców. Chodzi nie tylko o nuty, zagranie melodii na fortepianie, żeby ją powtórzyć. Rafał Bryndal, dziennikarz radiowy, powtarzał, że „jazzu nie należy rozumieć, trzeba to poczuć." Jestem jednak zdania, że wypowiedź ta może być z podobnym skutkiem zastosowana do muzyki w ogóle. Należy przeczytać tekst, opanować materiał muzyczny, melodię, rytmikę i harmonię. Ale by utwór zinterpretować potrzeba jakiejś dodatkowej narracji.

Nośna metafora stworzona przez Jana Pawła II o „dwóch płucach Europy" (Jan Paweł II, 1988) obrazująca wpływ katolicyzmu i prawosławia na kulturę europejską dobrze opisuje twórczość chóralną Romualda Twardowskiego, na co sam kompozytor wskazywał wiele razy (przypis do płyty). Romuald Twardowski urodził się i wychowywał w Wilnie, gdzie obok siebie mieszkali wyznawcy prawosławia i katolicyzmu. Muzyka cerkiewna zainspirowała twórcę do skomponowania w 1968 roku „Małej liturgii prawosławnej". W 1983 roku został on stałym przewodniczącym jury Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej w Hajnówce, kiedy to zaczął interesować się na powrót muzyką wschodniego obrządku (Pater Noster. Otcze Nasz, 2014).

Pierwszy raz wykonywałam kompozycje Romualda Twardowskiego podczas jednego z moich pierwszych koncertów. Stres związany z pierwszym publicznym występem z zespołem akademickim przesłonił mi całkowicie jakiekolwiek wspomnienia z nim związane. Jednak faktem jest to, że prosta i zarazem mistyczna harmonia utworu „Alleluja" zawładnęła mną na dobre. Jak się okazało, towarzyszy mi ona do tej pory na mojej chóralnej drodze. Do tej pory to miarowo powtarzające się jedyne w tym dziele słowo to szybciej to wolniej w poszczególnych czterech głosach wywołuje u mnie duże emocje, bez względu na to, czy je śpiewam, czy tylko słucham na płycie.  Zaś krążek, wydany w 2014 roku jest powodem spotkania z kompozytorem, i emocjami temu towarzyszącymi chcę się podzielić.

Pierwszy raz miałam okazję spotkać się z Romualdem Twardowskim w marcu 2013 roku w Warszawie po koncercie mojego chóru w Filharmonii Narodowej. Z tego spotkania pozostała mi w pamięci jedynie zapisana na dysku fotografia. Nasz zespół liczył wtedy prawie pięćdziesięciu chórzystów, więc nie było praktycznie możliwości indywidualnej rozmowy. Jednak jeszcze w tym samym roku przystąpiliśmy do pracy nad płytą z muzyką łacińską i cerkiewną jego autorstwa. Dostając do ręki gruby plik siedmiu trudnych utworów do nauczenia się na pierwszą sesję nagraniową byłam daleka od metafizycznych refleksji nad ich brzmieniem. Oznaczało to przede wszystkim wytężoną pracę.

Kompozytor osobiście czuwał nad muzycznymi postępami zespołu. Spotkanie „Muzyczny dialog kultur. Wschód i Zachód" odbywające się w cerkwi grekokatolickiej przy ul. Wiślnej w Krakowie, mające formę próby otwartej z udziałem kompozytora diametralnie zmieniło moje podejście do tworzenia i wykonywania muzyki chóralnej. Romuald Twardowski rozpoczął krótkim przemówieniem nakreślając genezę utworów i wyjaśniając skąd czerpał inspiracje. W zgrabnych i zabawnych anegdotach opowiadał przykładowo, że jako mały chłopiec zakradał się do cerkwi i przysłuchiwał się specyficznemu, tajemniczemu brzmieniu śpiewów prawosławnych.

Kolejną część próby stanowiły zapowiedzi każdego utworu, który zgromadzeni słuchacze mogli usłyszeć. Kompozytor dzielił się tym, kiedy i w jakich okolicznościach dzieło powstało, w jakim jest języku i co oznacza jego tekst. Wykonanie chóru było komentowane na bieżąco, uwagi kompozytora dyskutowane głośno z dyrygentem i realizowane na bieżąco. Niektóre wywoływały w chórzystach niekłamane rozbawienie, jak na przykład głośne zastanawianie się kompozytora: „A może by tak fermatkę[1]?", lub pretensja wyrażona do dyrygenta: „Gdzie jest moje ritardanto[2]?". Ta intensywna wymiana myśli i idei pełna była metafor, to o rozkapryszonym dziecku, które w „Pater Noster"[3] „klepie pacierz", ale potem kończy frazę dostojnie, niejako duchowo doroślejąc, to o ekumenicznej i jednoczącej Wokalizie[4]. „Modlitwie bez słów" lub o uduchowionym śpiewaniu „Otcze Nasz"[5] na jednym oddechu bez pauz. Dwa wspomniane utwory, Ojcze Nasz śpiewane w dwóch różnych językach stanowiły kanwę koncertu, a później również nagranej płyty. Jak podkreślał sam twórca, jest to modlitwa wspólna dla wszystkich wyznań i niejako łączy odrębne estetyki i duchowości.

W malutkiej świątyni unickiej zgromadzona publiczność miała okazję zobaczyć, w jaki sposób przygotowuje się utwór, jak subtelna interpretacja zmienia brzmienie i odbiór muzyki i jak ważna jest wiedza o historii i znaczeniu utworu. Zaś stojący naprzeciwko słuchaczy i kompozytora muzycy – amatorzy, w tym ja, doświadczyli niesamowitych przeżyć bezpośredniego kontaktu z twórcą, który stał się człowiekiem z krwi i kości wraz z własnymi emocjami, a nie tylko nazwiskiem zapisanym nad partyturą małym drukiem.

Próba otwarta „Muzyczny dialog kultur. Wschód i Zachód" Kraków listopad 2013, fot. Marek Pawełek

Chórzyści mieli okazję spotkać się z Romualdem Twardowskim dzień później na spotkaniu zorganizowanym już specjalnie dla nich, w nieco luźniejszej atmosferze, już nie w gotowości scenicznej, a przy kawie i herbacie. Kompozytor snuł opowieść o swoich utworach, jego nielubianych kompozytorach i wynikającej z tego jego wrażliwości muzycznej, otoczce organizacyjnej towarzyszącej zamawianiu dzieł oraz innych zakulisowych szczegółów, które zaciekawiały i pozwalały zrozumieć, jak bardzo skomplikowanym procesem jest tworzenie muzyki.  Każdy uczestnik miał możliwość zadać pytanie, skomentować, czy choćby uścisnąć dłoń.

Będąc pod dużym wrażeniem tych dwóch spotkań chór przystąpił do pierwszej sesji nagraniowej rejestrującej głównie utwory łacińskie oraz do przygotowania o wiele bardziej wymagającego materiału cerkiewnego. Kilka miesięcy później odbyła się kolejna próba otwarta z udziałem Romualda Twardowskiego, zachowana w identycznej formie, a więc krótkiego wprowadzenia do utworu, zaśpiewania go przez chór oraz uwag, komentarzy i wdrażania ich w życie. Kompozytor pozwolił sobie pod wpływem wykonania w kilku utworach na poprawki, a więc zmianę dźwięków lub rytmu, uzasadniając to tym, że „ten akord będzie bardziej autentyczny", albo „ta nuta będzie dłuższa, musi dostojniej wybrzmieć", „ta nuta będzie krótsza, bardziej dynamiczna". Okazało się więc, że utwory napisane kilkanaście lat wcześniej nadal mogą być plastycznym i dyskutowalnym materiałem.

Próba otwarta, Kraków maj 2014, fot. Marek Pawełek

Po drugiej sesji nagraniowej i ciężkiej pracy reżysera dźwięku, grafika, tłumaczy i wydawcy pół roku później została wydana płyta monograficzna z zarejestrowanymi piętnastoma utworami Romualda Twardowskiego. Pojawił się on na koncercie promocyjnym, wygłaszając przemowę na wciąż powracający temat związku pomiędzy sakralną muzyką prawosławną a katolicką. Szczególnym momentem dla chórzystów było zdobycie upragnionego autografu na płycie. Dokładnie rok później, w grudniu 2015, Romuald Twardowski obchodził swój jubileusz osiemdziesiątych urodzin. Z tej okazji w całej Polsce odbywały się koncerty z jego muzyką, w Krakowie były to kompozycje wokalne, pieśni ludowe i sakralne. Mimo, że występ stał na wysokim poziomie artystycznym, to miał on raczej charakter serdecznego urodzinowego spotkania, co miało swój wyraz w entuzjastycznych gratulacjach pomiędzy kompozytorem a dyrygentem.

Wspomniane próby otwarte chóru są niewątpliwie najciekawszymi wydarzeniami, jakie miałam okazję organizować. Ich owocem, dodając do tego cały zespół osób zaangażowanych była wydana płyta, ponad pięćdziesiąt minut pięknej muzyki, do której można nieustannie wracać. Jest to krążek o tyle szczególny, że powstał w obecności i pod czujnym okiem kompozytora, który nie tylko sprawdzał, czy utwory są dobrze wykonane, ale brał czynny udział w przygotowaniu ich wykonania i tworzył swoim sympatycznym usposobieniem atmosferę, w której naprawdę ciężka praca stała się przygodą i wyzwaniem.

fot. z archiwum chóru Psalmodia

Przypisy:

[1] Fermata (wł. postój, przystanek),  symbol graficzny nad nutą oznaczający przedłużenie wartości rytmicznej nuty lub pauzy o czas nieokreślony, pozostawiony wyczuciu wykonawcy.

[2] Ritardando (wł. ritardare - opóźniać, zwlekać) - opóźniając, zwalniając, powstrzymując.

[3] Ojcze Nasz po łacinie.

[4] Wokaliza to śpiew bez użycia słów, np. na samogłoskach lub mrucząc – tak jak w przypadku tego utworu.

[5] Ojcze Nasz w języku cerkiewnosłowiańskim.

 

Bibliografia:

  1. „Encyklopedia Muzyki" (red. Andrzej Chodkowski), 2001. Wydawnictwo Naukowe PWN: Warszawa.
  2. Jan Paweł II, „List apostolski Euntes in mundum", 1988. Rzym.
  3. „Pater Noster. Otcze Nasz", 2014. Polska Muzyka Chóralna PASSIONART: Kraków.

 

Autorka: Małgorzata Gądek 2016 r.

Data opublikowania: 18.02.2016
Osoba publikująca: Agnieszka Pudełko